Znalazłem się w dziwnym mieście...
Znalazłam się w dziwnym mieście ... Stałam w bezruchu próbując sobie przypomnieć skąd się tu wzięłam, lecz bezskutecznie. Miejsce to wydawało mi się dziwnie znajome.
Powolnie oraz ostrożnie, stawiając nogę za nogą doszłam do ratuszu, zegar wskazywał godzinę dwunastą, obeszłam ratusz wokoło. Panowała niesamowita pustka, której towarzyszyła przenikająca cisza. Dopiero chwile później zorientowałam się, że prócz mnie nie ma to nikogo, ale zaraz... nie jestem sama towarzyszą mi cienie, lecz i one były bez ruchu. Wróciłam z powrotem pod zegar, wskazówka nawet nie drgnęła, przeraziłam się.
Postanowiłam wyruszyć przed siebie tą długa i szeroką ulicą, od której odchodziło mnóstwo wąskich, o wydeptanych kamieniach uliczek. Wydeptane kamienie uświadomiły mi, że jednak istnieje, a bynajmniej istniało tu życie.
Tutejsze budowle sprawiały wrażenie kolosalnych, bezbłędnych oraz niezniszczalnych. Podczas, gdy spacerowałam ulicami, uliczkami napotykałam co raz z to na manekiny, zaczęłam się wtedy zastanawiać czy to nie tutejsi ludzie, których również zatrzymał czas.
Wzdłuż najszerszej ulicy z obu stron przebiegał niekończący się ciąg arkad, było pod nimi ciemno i czuć było chłód. Przyśpieszyłam krok i skręciłam w lewo, za rogiem zatrzymałam się próbując złapać oddech, zaczęłam dokuczliwie odczuwać pragnienie, więc postanowiłam poszukać w plecaku wody, lecz jedynie znalazłam pustą butelkę. Usiadłam, opierając się o ścianę kamienicy i przymknęłam oczy.
Nagagle przeraził mnie olbrzymi hałas dzwonów, który wyrywając się z ciszy wydawał się jeszcze bardziej głośny. W pierwszym momencie sparaliżował mnie strach lecz już chwile później dźwięk dzwonów wywołał we mnie niesamowitą radość oraz nadzieje, że kogoś tu spotkam. Całkowicie oddałam się mojemu słuchowi, który prowadził mnie do źródła dźwięku . Choć było to niedaleko wydawało mi się, że idę tam wieczność. Stałam przed kościołem, dzwony powoli przestawały bić. Drzwi kościoła były otwarte na oścież, a przede mnąną ukazał się niebywały ołtarz, który był ozdobiony niezliczoną ilością kwiatów, ich zapach był wyczuwalny nawet z takiej odległości. Z mojego zdumienia wyrwał mnie dobiegający szept, delikatnie obróciłam się wkoło i ujrzałam siedzącego przed kościołem starego mężczyznę, który trzymał w ręku różaniec i modlił się. Ogarnęło mnie niesamowite uczucie, po policzkach spływały mi łzy, a dusza cieszyła się bezgranicznie.
Jeszcze raz obejrzałam się wkoło po czym niezdecydowanym krokiem podeszłam do mężczyzny y i przyklękłam. Trzęsącym się głosem zapytałam się, gdzie ja jestem. Staruszek nie reagował, wciąż się modlił. Wstałam z zamiarem wejścia do kościoła, robiąc pierwszy krok poczułam na sobie wzrok .
- Zaczekaj ! – powiedział staruszek
Odwróciłam się, mając tysiąc myśli na sekundę.
- Tak ?- spytałam pewnie
- Skończyłem modlitwę i teraz mogę z tobą porozmawiać.
- Chciałabym dowiedzieć się gdzie jestem ?
Mężczyzna zmarszczył czoło, po czym, podniósł brew, dając mi wyraźnie do zrozumienia a zdziwienie.
- To ty nie wiesz ? Znajdujesz w jednym z najsłynniejszych obrazów Giorgia de Chirica.
Wtedy to ja zaczęłam patrzeć na niego z niedowierzaniem.
- Ale jak to jest możliwe, że znajduje się na tym obrazie skoro ten obraz jest ode mnie starszy ponad pół wieku ?
- Nie wiem, może to tylko sen. Podejdź bliżej.
- Ale...
- Nie bój się, nic ci nie grozi.
Podeszłam, mężczyzna wyciągnął rękę i uszczypnął mnie. Gwałtownie się poderwałam, otworzyłam oczy, znajdowałam się u siebie w p pokoju, prze zasłony było widać budzące się słońce, wstałam i wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam ludzi, którzy szli do pracy.
Dopiero wtedy uwierzyłam, że to tylko sen.
Powolnie oraz ostrożnie, stawiając nogę za nogą doszłam do ratuszu, zegar wskazywał godzinę dwunastą, obeszłam ratusz wokoło. Panowała niesamowita pustka, której towarzyszyła przenikająca cisza. Dopiero chwile później zorientowałam się, że prócz mnie nie ma to nikogo, ale zaraz... nie jestem sama towarzyszą mi cienie, lecz i one były bez ruchu. Wróciłam z powrotem pod zegar, wskazówka nawet nie drgnęła, przeraziłam się.
Postanowiłam wyruszyć przed siebie tą długa i szeroką ulicą, od której odchodziło mnóstwo wąskich, o wydeptanych kamieniach uliczek. Wydeptane kamienie uświadomiły mi, że jednak istnieje, a bynajmniej istniało tu życie.
Tutejsze budowle sprawiały wrażenie kolosalnych, bezbłędnych oraz niezniszczalnych. Podczas, gdy spacerowałam ulicami, uliczkami napotykałam co raz z to na manekiny, zaczęłam się wtedy zastanawiać czy to nie tutejsi ludzie, których również zatrzymał czas.
Wzdłuż najszerszej ulicy z obu stron przebiegał niekończący się ciąg arkad, było pod nimi ciemno i czuć było chłód. Przyśpieszyłam krok i skręciłam w lewo, za rogiem zatrzymałam się próbując złapać oddech, zaczęłam dokuczliwie odczuwać pragnienie, więc postanowiłam poszukać w plecaku wody, lecz jedynie znalazłam pustą butelkę. Usiadłam, opierając się o ścianę kamienicy i przymknęłam oczy.
Nagagle przeraził mnie olbrzymi hałas dzwonów, który wyrywając się z ciszy wydawał się jeszcze bardziej głośny. W pierwszym momencie sparaliżował mnie strach lecz już chwile później dźwięk dzwonów wywołał we mnie niesamowitą radość oraz nadzieje, że kogoś tu spotkam. Całkowicie oddałam się mojemu słuchowi, który prowadził mnie do źródła dźwięku . Choć było to niedaleko wydawało mi się, że idę tam wieczność. Stałam przed kościołem, dzwony powoli przestawały bić. Drzwi kościoła były otwarte na oścież, a przede mnąną ukazał się niebywały ołtarz, który był ozdobiony niezliczoną ilością kwiatów, ich zapach był wyczuwalny nawet z takiej odległości. Z mojego zdumienia wyrwał mnie dobiegający szept, delikatnie obróciłam się wkoło i ujrzałam siedzącego przed kościołem starego mężczyznę, który trzymał w ręku różaniec i modlił się. Ogarnęło mnie niesamowite uczucie, po policzkach spływały mi łzy, a dusza cieszyła się bezgranicznie.
Jeszcze raz obejrzałam się wkoło po czym niezdecydowanym krokiem podeszłam do mężczyzny y i przyklękłam. Trzęsącym się głosem zapytałam się, gdzie ja jestem. Staruszek nie reagował, wciąż się modlił. Wstałam z zamiarem wejścia do kościoła, robiąc pierwszy krok poczułam na sobie wzrok .
- Zaczekaj ! – powiedział staruszek
Odwróciłam się, mając tysiąc myśli na sekundę.
- Tak ?- spytałam pewnie
- Skończyłem modlitwę i teraz mogę z tobą porozmawiać.
- Chciałabym dowiedzieć się gdzie jestem ?
Mężczyzna zmarszczył czoło, po czym, podniósł brew, dając mi wyraźnie do zrozumienia a zdziwienie.
- To ty nie wiesz ? Znajdujesz w jednym z najsłynniejszych obrazów Giorgia de Chirica.
Wtedy to ja zaczęłam patrzeć na niego z niedowierzaniem.
- Ale jak to jest możliwe, że znajduje się na tym obrazie skoro ten obraz jest ode mnie starszy ponad pół wieku ?
- Nie wiem, może to tylko sen. Podejdź bliżej.
- Ale...
- Nie bój się, nic ci nie grozi.
Podeszłam, mężczyzna wyciągnął rękę i uszczypnął mnie. Gwałtownie się poderwałam, otworzyłam oczy, znajdowałam się u siebie w p pokoju, prze zasłony było widać budzące się słońce, wstałam i wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam ludzi, którzy szli do pracy.
Dopiero wtedy uwierzyłam, że to tylko sen.
W kategorii: Skany prac z polskiego
