Odwołując się do tragedii Sofoklesa: „Król Edyp” rozważ, czy zawsze kłamstwo jest złem,
Życie ma to do siebie, że nie wiadomo, co może spotkać człowieka - w jednej chwili szczęśliwy w następnej bez żadnych perspektyw na przyszłość. Chyba właśnie ta niewiadoma sprawia, że „istnienie” ma sens. Żywot człowieka na ziemi związany jest z cierpieniem, utrapieniami, trudnymi wyborami w niektórych przypadkach wiążącymi się z być, albo nie być.
W mojej podświadomości jakoś tak się utarło, że znać prawdę i umieć z nią żyć jest o wiele trudniej niż trwać w błogiej nieświadomości. Nie chcę przez to powiedzieć, że kłamstwo jest lepsze, tylko czasem prawda zadaje zbyt dużo bólu i człowiek o słabej psychice nie jest w stanie sobie z nią poradzić.
Jednym z przykładów na to, że prawda czasem doprowadza do „obłędu”—straty panowania nad sobą jest postawa bohatera tragedii Sofokles:”Król Edyp”.
Los Edypa był już przesadzony jeszcze przed jego narodzinami: wyrocznia przepowiedziała, że dokona on dwóch najstraszliwszych zbrodni: zabije swojego ojca i będzie „żył” z własną rodzicielką. Przerażeni rodzice postanowili, że lepiej będzie, jeżeli dziecko zginie niż gdyby miało dokonać takich haniebnych występków. Ta decyzja musiał być dla nich bardzo trudna w końcu to „krew z ich krwi”, ale decyzja zapadła-niemowlę porzucono w górach licząc na jego niechybną śmierć-tymczasem los nie chciał pozwolić na to, by przepowiednia się nie dokonała. Edyp, bo tak nazwano owe dziecię(od jego opuchniętych stóp) wychowywał się na dworze władców Koryntu, myśląc, że jest ich potomkiem. Słysząc różne szepty i obelgi rzucane w jego stronę postanowił dowiedzieć się prawdy, a ponieważ Meropa i Polybos udzielali wymijających odpowiedzi, wręcz nie chcieli jej udzielić, Edyp postanowił wziąć sprawawy w swoje ręce. Udał się do wyroczni, lecz ta nie udzieliła mu sprecyzowanej odpowiedzi, co do jego rodziców, natomiast wyjawiła mu „klątwę”, która nad nim ciąży. Roztropny Edyp postanowił uniknąć jej i opuścił miasto, sam nie wiedząc, że przepowiednia właśnie teraz zacznie się spełniać. W drodze wdał się w konflikt z „karawanem”, zabił wszystkich nie przypuszczając, że wśród wędrowców był jego prawdziwy ojciec. Dotarł do Teb, tam uwolnił miasto od sfinksa czyhającego na ludzi, przezez rozwiązanie jego zagadki, przyśniło mu się ono. W zamian za to został królem i poją za żonę wdowę po Lajosi-Jokastę, doczekał się z nią licznego potomstwa, wszystko układało się jak najlepiej, aż do momentu, kiedy bogowie przypomnieli sobie o zbrodniach Edypa. Miasto zaczęły nawiedzać zarazy, nieurodzaj-zrozpaczony władca chcąc poprawić warunki, postanowił ustalić przyczyny owych klęsk. Dowiedziawszy się, że kara spadła na miasto przez mordercę Lajosa, zdecydował się odnaleźć go i ukarać. Dążył do ustaleninia prawdy za wszelką cenę, niespodziewając się, że sam zawinił w tej zbrodni. Przestrzegany przez wieszcza Tejrezjasza, oskarża go o spisek i dalej drąży temat. Spotykając się z pewnymi zbieżnościami, tłumaczy je sobie, ale tych wątpliwość pojawiało się coraz więcej, kiedy wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że wydał wyrok na siebie i wbrew swoim dobrym intencją nie umiał uniknąć fatum, załamuje się-wykłuwa sobie oczy…
Ten gest jest moim zdaniem bardzo ważny, bowiem pokazuje, że człowiek, który tak bardzo poszukiwał prawdy nie chcę, a raczej nie potrafi jej znieść. To, co odkrył przez swój upór i w tym przypadku niepotrzebną konsekwencję, przerasta go, prosi o wygnanie:
„Wyrzuć, co żywo mnie z tej tu krainy
Tam, gdzie bym żadnych nie spotkał ludzi.”
Edyp jest przykładem postaci, którą prawda zniszczyła od wewnątrz, nie umie się uporać z hańbą, jaką okrył swoją, rodzinę, nie widzi już żadnej przyszłości. Przypuszczenie, że czasem wiedzieć i nie umieć już żyć potwierdza się na przykładzie rodziców Edypa, a w szczególności matki: Jokasty. Jest ona przykładem osoby, która, by uniknąć przeznaczenia potrafiła wyrzec się macierzyństwa, lecz tym większa jest jej porażka i ból, kiedy dociera do niej, że cały misterny plan się nie powiódł, że wszystko, co wycierpiała porzucając dziecko nic nie znaczy, że przed losem nie ma ucieczki. Nie wytrzymując napięcia z powodzeniem targnie się na swoje życie.
Wydaje mi się, ze lektura „Króla Edypa” nie dział na czytelnika optymistycznie, ponieważ trudno jest żyć z myślą, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu jest już z góry ustalone, że nie ma prawa odwrotu i że prawda do tego stopnia potrafi boleć żeby targnąć się na swoje życie. Sofokles skłania do zastanowienia się, mimo, iż żył bardzo dawno jego przesłanie jest aktualne. Zastanawiałam się jakby potoczyła się ta opowieść, gdyby bohaterowie np. Polybos i Meropa powiedzieli prawdę, albo gdyby nie porzucono Edypa i wyjawiono mu przepowiednię.
Tragedię Edypa możemy traktować jak metaforę życia człowieka, który jest igraszką w rękach bogów i losu. Wszystko, co robi naznaczone jest piętnem zbrodni i musi prowadzić do upadku. Wybawienie od wszystkich przyziemnych trosk przynosi dopiero śmierć. Szczęście jest tylko złudą zesłaną przez bogów po to, by boleśniejsza była ostateczna klęska człowieka. Losy Edypa pouczają nas o tym, że nie należy przedwcześnie zachwalać swojego życia, bo nigdy nie wiadomo, co jeszcze może nas spotkać, doskonale obrazują to dwa ostatnie wersy, którymi chór kończy tragedię:
„Śmiertelnika tu żadnego zwać szczęśliwym nie należy, aż bez cierpień i bez klęski krańców życia nie przebieży”
Dzieje Edypa uświadamiają nam także, że lepiej nie znać swego losu i nie dochodzić prawdy o samym sobie, bowiem tylko to jest w stanie zapewnić nam, trochę pozorny, ale zawsze-spokój. Zbytnie szukanie tego, co powinno zostać nie odkryte, unoszenie się pychą może doprowadzić jedynie do szybszej zguby.
Według mnie na świecie istnieją dwie grupy wartości- złe i dobre. To, że prawda zalicza się do tych dobrych wynika samo z siebie, tak po prostu skonstruowany jest ten świat. Czasem w życiu człowieka zdarzają się chwile, na które jedyną reakcje jest kłamstwo, zwykle tłumaczy się je tym, że nie było innego wyjścia, że to najlepsze rozwiązanie, uważam, iż jest to nieprawdą, ponieważ już samo słowo kłamstwo jest złe, czyli tym bardziej czyn nie może być dobrem. Sofokles napawa nas niepokojem i zmusza do zastanowienia, czy rzeczywiście wybór należy do nas, czy też kieruje nami jakaś siła wyższaza. Sądzę, że człowiek ma jedno podstawowe prawo, do prawdy, powinien być odpowiedzialny za swoje czyny, wybory-każda indywidualna jednostka ludzka może decydować o tym, co chce wiedzieć, a co nie, wszystko w życiu trzeba przeżyć!!! Cierpienie, wszelkie rozterki służą nam jako wiedza i nauka na przyszłość. Tak naprawdę, jeżeli mówimy, że „drobnym” kłamstewkiem nie wyrządzimy nikomu krzywdy jesteśmy w błędzie, bowiem kłamstwo jest jak choroba, która nieleczona, niewyjawiona ciągle rośnie w siłę, a a skutki zazwyczaj są tragiczne. Kłamstwo „ma krótkie nogi”, więc choćbyśmy bardzo chcieli ją zataić ono i tak zawsze wygra ten bój.
Uważam, ze podstawowe prawdy i prawa, jakimi powinien się kierować w życiu człowiek są zawarte w dekalogu, jest on podstawowym, zarazem unikalnym zbiorem Bożych przepisów regulujących postępowanie człowieka wobec Boga i wobec bliźniego. Przykazania Boże to dziesięć zasadniczych prawd warunkujących uczciwe i godne życie na ziemi. Każdy, kto postępuje wobec nich dostąpi nagrody w niebie.
Chcę wierzyć w to, że moje życie zależy ode mnie, że ja decyduje i nikt inny nie ma prawa zatajać przede mną faktów, które mnie dotyczą. Moja wolność i świadomość może być i została ograniczona jedynie przez Boga. Mówi się, że prawda jest najbardziej bolesna, zgadzam się z tym, lecz uważam, bez względu na skutki jest ona dobrą wartością. Tragedia Sofoklesa w samej swej głębi, przynajmniej ja to tak odczuwam, ma nam uświadomić, że z kłamstwa nie może wyniknąć nic dobrego, natomiast prawda jest jak oliwa, która prędzej, czy później wypływa na wierzch, a im bardziej się to odwleka tym tragiczniejsze są jej skutki. Pozostaje mi jeszcze wyjaśnić, czym jest dla mnie prawda, więc w każdym tli się iskra prawdy; nikt nie może bez niej żyć, obowiązkiem każdego człowieka jest zbadanie, czym jest prawda, jest ona właściwą istotą człowieka wtedy, kiedy realizuje on swoje własne ja - ogarnia go ogromna fala radości. Kiedy zaś zaprze się sam siebie i wpadnie w złudną iluzję - wstyd zaciemni mu umysł, wywołując strach.
Moim zdaniem lepiej jest milczeć niż skłamać. Niektórzy ludzie sądzą, że wolno im w ciężkich chwilach zmienić prawdę i że jest to nawet konieczne, aby, od czasu do czasu, powiedzieć nieco nieprawdy. Jednak ludzie powinni się nauczyć tego, aby w trudnych sytuacjach, mieć na tyle przytomności umysłu, że lepiej milczeć, aniżeli wypowiedzieć kłamstwo. Mówienie prawdy jest rzeczą prostą, podczas gdy bycie w zakłamaniu jest trudne. Trzeba się BARDZO WYSILAĆ, żeby zatuszować jedno kłamstwo innymi. Nie wolno zmieniać oblicza prawdy, w celu spodobania się innym. Trzeba mówić to, co się myśli, działać zgodnie ze swoimi słowami. Jest to najpewniejszy, najłatwiejszy i najbardziej poprawny sposób postępowania. Człowiek, który sam siebie szanuje, powinien tak postępować, ponieważ nic na świecie nie jest właściwsze od prawdy.
W mojej podświadomości jakoś tak się utarło, że znać prawdę i umieć z nią żyć jest o wiele trudniej niż trwać w błogiej nieświadomości. Nie chcę przez to powiedzieć, że kłamstwo jest lepsze, tylko czasem prawda zadaje zbyt dużo bólu i człowiek o słabej psychice nie jest w stanie sobie z nią poradzić.
Jednym z przykładów na to, że prawda czasem doprowadza do „obłędu”—straty panowania nad sobą jest postawa bohatera tragedii Sofokles:”Król Edyp”.
Los Edypa był już przesadzony jeszcze przed jego narodzinami: wyrocznia przepowiedziała, że dokona on dwóch najstraszliwszych zbrodni: zabije swojego ojca i będzie „żył” z własną rodzicielką. Przerażeni rodzice postanowili, że lepiej będzie, jeżeli dziecko zginie niż gdyby miało dokonać takich haniebnych występków. Ta decyzja musiał być dla nich bardzo trudna w końcu to „krew z ich krwi”, ale decyzja zapadła-niemowlę porzucono w górach licząc na jego niechybną śmierć-tymczasem los nie chciał pozwolić na to, by przepowiednia się nie dokonała. Edyp, bo tak nazwano owe dziecię(od jego opuchniętych stóp) wychowywał się na dworze władców Koryntu, myśląc, że jest ich potomkiem. Słysząc różne szepty i obelgi rzucane w jego stronę postanowił dowiedzieć się prawdy, a ponieważ Meropa i Polybos udzielali wymijających odpowiedzi, wręcz nie chcieli jej udzielić, Edyp postanowił wziąć sprawawy w swoje ręce. Udał się do wyroczni, lecz ta nie udzieliła mu sprecyzowanej odpowiedzi, co do jego rodziców, natomiast wyjawiła mu „klątwę”, która nad nim ciąży. Roztropny Edyp postanowił uniknąć jej i opuścił miasto, sam nie wiedząc, że przepowiednia właśnie teraz zacznie się spełniać. W drodze wdał się w konflikt z „karawanem”, zabił wszystkich nie przypuszczając, że wśród wędrowców był jego prawdziwy ojciec. Dotarł do Teb, tam uwolnił miasto od sfinksa czyhającego na ludzi, przezez rozwiązanie jego zagadki, przyśniło mu się ono. W zamian za to został królem i poją za żonę wdowę po Lajosi-Jokastę, doczekał się z nią licznego potomstwa, wszystko układało się jak najlepiej, aż do momentu, kiedy bogowie przypomnieli sobie o zbrodniach Edypa. Miasto zaczęły nawiedzać zarazy, nieurodzaj-zrozpaczony władca chcąc poprawić warunki, postanowił ustalić przyczyny owych klęsk. Dowiedziawszy się, że kara spadła na miasto przez mordercę Lajosa, zdecydował się odnaleźć go i ukarać. Dążył do ustaleninia prawdy za wszelką cenę, niespodziewając się, że sam zawinił w tej zbrodni. Przestrzegany przez wieszcza Tejrezjasza, oskarża go o spisek i dalej drąży temat. Spotykając się z pewnymi zbieżnościami, tłumaczy je sobie, ale tych wątpliwość pojawiało się coraz więcej, kiedy wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że wydał wyrok na siebie i wbrew swoim dobrym intencją nie umiał uniknąć fatum, załamuje się-wykłuwa sobie oczy…
Ten gest jest moim zdaniem bardzo ważny, bowiem pokazuje, że człowiek, który tak bardzo poszukiwał prawdy nie chcę, a raczej nie potrafi jej znieść. To, co odkrył przez swój upór i w tym przypadku niepotrzebną konsekwencję, przerasta go, prosi o wygnanie:
„Wyrzuć, co żywo mnie z tej tu krainy
Tam, gdzie bym żadnych nie spotkał ludzi.”
Edyp jest przykładem postaci, którą prawda zniszczyła od wewnątrz, nie umie się uporać z hańbą, jaką okrył swoją, rodzinę, nie widzi już żadnej przyszłości. Przypuszczenie, że czasem wiedzieć i nie umieć już żyć potwierdza się na przykładzie rodziców Edypa, a w szczególności matki: Jokasty. Jest ona przykładem osoby, która, by uniknąć przeznaczenia potrafiła wyrzec się macierzyństwa, lecz tym większa jest jej porażka i ból, kiedy dociera do niej, że cały misterny plan się nie powiódł, że wszystko, co wycierpiała porzucając dziecko nic nie znaczy, że przed losem nie ma ucieczki. Nie wytrzymując napięcia z powodzeniem targnie się na swoje życie.
Wydaje mi się, ze lektura „Króla Edypa” nie dział na czytelnika optymistycznie, ponieważ trudno jest żyć z myślą, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu jest już z góry ustalone, że nie ma prawa odwrotu i że prawda do tego stopnia potrafi boleć żeby targnąć się na swoje życie. Sofokles skłania do zastanowienia się, mimo, iż żył bardzo dawno jego przesłanie jest aktualne. Zastanawiałam się jakby potoczyła się ta opowieść, gdyby bohaterowie np. Polybos i Meropa powiedzieli prawdę, albo gdyby nie porzucono Edypa i wyjawiono mu przepowiednię.
Tragedię Edypa możemy traktować jak metaforę życia człowieka, który jest igraszką w rękach bogów i losu. Wszystko, co robi naznaczone jest piętnem zbrodni i musi prowadzić do upadku. Wybawienie od wszystkich przyziemnych trosk przynosi dopiero śmierć. Szczęście jest tylko złudą zesłaną przez bogów po to, by boleśniejsza była ostateczna klęska człowieka. Losy Edypa pouczają nas o tym, że nie należy przedwcześnie zachwalać swojego życia, bo nigdy nie wiadomo, co jeszcze może nas spotkać, doskonale obrazują to dwa ostatnie wersy, którymi chór kończy tragedię:
„Śmiertelnika tu żadnego zwać szczęśliwym nie należy, aż bez cierpień i bez klęski krańców życia nie przebieży”
Dzieje Edypa uświadamiają nam także, że lepiej nie znać swego losu i nie dochodzić prawdy o samym sobie, bowiem tylko to jest w stanie zapewnić nam, trochę pozorny, ale zawsze-spokój. Zbytnie szukanie tego, co powinno zostać nie odkryte, unoszenie się pychą może doprowadzić jedynie do szybszej zguby.
Według mnie na świecie istnieją dwie grupy wartości- złe i dobre. To, że prawda zalicza się do tych dobrych wynika samo z siebie, tak po prostu skonstruowany jest ten świat. Czasem w życiu człowieka zdarzają się chwile, na które jedyną reakcje jest kłamstwo, zwykle tłumaczy się je tym, że nie było innego wyjścia, że to najlepsze rozwiązanie, uważam, iż jest to nieprawdą, ponieważ już samo słowo kłamstwo jest złe, czyli tym bardziej czyn nie może być dobrem. Sofokles napawa nas niepokojem i zmusza do zastanowienia, czy rzeczywiście wybór należy do nas, czy też kieruje nami jakaś siła wyższaza. Sądzę, że człowiek ma jedno podstawowe prawo, do prawdy, powinien być odpowiedzialny za swoje czyny, wybory-każda indywidualna jednostka ludzka może decydować o tym, co chce wiedzieć, a co nie, wszystko w życiu trzeba przeżyć!!! Cierpienie, wszelkie rozterki służą nam jako wiedza i nauka na przyszłość. Tak naprawdę, jeżeli mówimy, że „drobnym” kłamstewkiem nie wyrządzimy nikomu krzywdy jesteśmy w błędzie, bowiem kłamstwo jest jak choroba, która nieleczona, niewyjawiona ciągle rośnie w siłę, a a skutki zazwyczaj są tragiczne. Kłamstwo „ma krótkie nogi”, więc choćbyśmy bardzo chcieli ją zataić ono i tak zawsze wygra ten bój.
Uważam, ze podstawowe prawdy i prawa, jakimi powinien się kierować w życiu człowiek są zawarte w dekalogu, jest on podstawowym, zarazem unikalnym zbiorem Bożych przepisów regulujących postępowanie człowieka wobec Boga i wobec bliźniego. Przykazania Boże to dziesięć zasadniczych prawd warunkujących uczciwe i godne życie na ziemi. Każdy, kto postępuje wobec nich dostąpi nagrody w niebie.
Chcę wierzyć w to, że moje życie zależy ode mnie, że ja decyduje i nikt inny nie ma prawa zatajać przede mną faktów, które mnie dotyczą. Moja wolność i świadomość może być i została ograniczona jedynie przez Boga. Mówi się, że prawda jest najbardziej bolesna, zgadzam się z tym, lecz uważam, bez względu na skutki jest ona dobrą wartością. Tragedia Sofoklesa w samej swej głębi, przynajmniej ja to tak odczuwam, ma nam uświadomić, że z kłamstwa nie może wyniknąć nic dobrego, natomiast prawda jest jak oliwa, która prędzej, czy później wypływa na wierzch, a im bardziej się to odwleka tym tragiczniejsze są jej skutki. Pozostaje mi jeszcze wyjaśnić, czym jest dla mnie prawda, więc w każdym tli się iskra prawdy; nikt nie może bez niej żyć, obowiązkiem każdego człowieka jest zbadanie, czym jest prawda, jest ona właściwą istotą człowieka wtedy, kiedy realizuje on swoje własne ja - ogarnia go ogromna fala radości. Kiedy zaś zaprze się sam siebie i wpadnie w złudną iluzję - wstyd zaciemni mu umysł, wywołując strach.
Moim zdaniem lepiej jest milczeć niż skłamać. Niektórzy ludzie sądzą, że wolno im w ciężkich chwilach zmienić prawdę i że jest to nawet konieczne, aby, od czasu do czasu, powiedzieć nieco nieprawdy. Jednak ludzie powinni się nauczyć tego, aby w trudnych sytuacjach, mieć na tyle przytomności umysłu, że lepiej milczeć, aniżeli wypowiedzieć kłamstwo. Mówienie prawdy jest rzeczą prostą, podczas gdy bycie w zakłamaniu jest trudne. Trzeba się BARDZO WYSILAĆ, żeby zatuszować jedno kłamstwo innymi. Nie wolno zmieniać oblicza prawdy, w celu spodobania się innym. Trzeba mówić to, co się myśli, działać zgodnie ze swoimi słowami. Jest to najpewniejszy, najłatwiejszy i najbardziej poprawny sposób postępowania. Człowiek, który sam siebie szanuje, powinien tak postępować, ponieważ nic na świecie nie jest właściwsze od prawdy.
W kategorii: Skany prac z polskiego
